
Ma na imię Natalia, ale od lat znajomi mówią na nią „Osia”. Studiuje Wiedzę o Teatrze na Uniwersytecie Gdańskim.
Jej pasją jest taniec i teatr. Jest tancerką i instruktorką w Dance Avenue.
Dance Avenue: Jakimi technikami się interesujesz? Co Cię inspiruje?
Natalia Osińska: Głównie zajmuję się street dancem, ale uwielbiam energetyczną salsę oraz jazz. Inspiracje czerpię z życia codziennego. Nie lubię się wzorować
na kimś konkretnym. Myślę, że na taniec najlepiej wpływa wszechstronność.
Wkładam dużo serca w to co robię i wiem, że każdego dnia trzeba włożyć dwa razy więcej pracy niż dnia poprzedniego.
DA: Skąd u Ciebie takie zamiłowanie do tańca? Jak to się zaczęło?
N.O: Pięć lat temu moje koleżanki postanowiły zapisać się na taniec. Średnio podobał mi się ten pomysł, ponieważ byłam typem szarej myszki. Jednak nie chciałam być gorsza i także rozpoczęłam naukę jeszcze w starym studiu na Zygmunta Augusta w Gdyni. Trafiłam do pierwszej grupy Agaty Ludwikowskiej, później do Anieli Kuźmy. Potem był pierwszy obóz, warsztaty, zajęcia i w szybkim czasie okazało się, że nie umiem żyć bez tańca i ruchu, bo jest on we mnie. Przypadek, ale wierzę, że tak miało być. Dzięki temu poznałam prawdziwą siebie i zaczęłam wierzyć w siebie.
DA: Miałaś wybór albo trenować raz w tygodniu dla przyjemności, albo zacząć myśleć o tym poważniej. Co zaważyło na tym, że tak ambitnie do tego podeszłaś?
N.O: Nie tańczę długo, ale intensywnie. Ilość moich treningów bardzo szybko zwiększała się w miarę poznawania nowych kroków, technik i ludzi. Liczą się nie tylko te godziny z instruktorami, ale także własna praca. Ja nie potrafię spędzić dnia bez tańca i muzyki. Bardzo często wychodzę z treningu i ćwiczę kroki na przystanku autobusowym. Taniec wiąże się z całym moim życiem, a nie tylko z godzinami spędzonymi na sali.
DA: Wiem, że pobierałaś lekcje u wielu wybitnych tancerzy...
N.O: Przez te kilka lat zdążyłam potańczyć pod okiem nie tylko najlepszych instruktorów w Polsce, ale także tych, których nazwiska cenione są na całym świecie. Od tańca nie ma wakacji, dlatego każde ferie letnie lub zimowe spędzałam na obozach
i warsztatach. Staram się wykorzystywać każdą możliwość poznania nowych kroków. Tańczyłam nie tylko w Trójmieście, ale też w Poznaniu, Olsztynie czy Warszawie.
Wielokrotnie spotykałam się na sali z takimi sławami jak Costa, Jose De La Cruz, Eric Bacon, Youya, Justyna Lichacy, Greg czy Santi. Na co dzień trenuje pod czujnym okiem Moniki Grzelak.
DA: Co uważasz za swój największy sukces?
N.O: Po prostu to, że mogę tańczyć. To jest największa radość. Brałam udział w licznych pokazach, projektach i turniejach. Ogromnym sukcesem dla mnie był nasz świetny występ na Międzynarodowym Turnieju Tańca w Mikołajkach, a także niespodziewany półfinał Mistrzostw Polski. Oczywiście wszystkie mniejsze turnieje
też są dla mnie ważne, bo bardzo rozwijają. Sądzę jednak, że prawdziwy tancerz nie tańczy dla sławy i nagród, ale dla wyrażania własnych emocji.
Każda moja choreografia w pewien sposób odzwierciedla mój stan ducha: radość, smutek, złamane serce czy gniew. Gdy jest mi bardzo źle idę po prostu na salę i tańczę. Jest to ważne, bo każde emocje, nawet te złe, wpływają na naszą dojrzałość. A im większa paleta emocji, tym piękniejszy taniec.
DA: Czym więc powinien cechować się Twoim zdaniem tancerz. Tylko pokazywaniem swoich emocji?
N.O: Oczywiście, że nie. Technika jest bardzo ważna i zwracam na nią uwagę. Jednak, moim zdaniem, najważniejsze jest serce i to co się przeżywa w życiu.
Nic nie istnieje samoistnie, a taniec i życie to nierozrywalna jedność. Trudniej jest z określeniem cech "idealnego" tancerza.
Ktoś taki nie istnieje, ale osoby bez pokory, które twierdzą, że potrafią już wszystko, moim zdaniem, nigdy nie poczują o co tak naprawdę chodzi.
To nie jest rywalizacja. Nie ma lepszych i gorszych. Są tylko tacy, którzy potrzebują trochę więcej czasu. Kluczem do sukcesu jest praca, praca i jeszcze raz praca.
N.O: Z tego, że od dawna jestem w stanie łączyć naukę i codzienne treningi. Moja mama śmieje się, że taniec jest jak moje drugie studia, bo więcej czasu spędzam w sali niż nad książkami. Tu apel do wszystkich: Chcieć to móc! Wystarczy dobra organizacja grafiku i na pasję też znajdzie się czas. W moim przypadku taniec
znajduje się na pierwszym miejscu i jestem w stanie bardzo dużo dla niego poświęcić.
DA: Skoro tyle trenujesz, to na pewno masz wiele planów związanych z tańcem?
N.O: Ciężko pracuję i bardzo poważnie podchodzę do tego co robię. Mam kilka pomysłów na ten rok, ale niech to na razie pozostanie tajemnicą...
Obiecuję, że energii, zapału i pomysłów nie zabraknie mi przez najbliższe sto lat!
DA: Chciałabyś coś powiedzieć osobom, które dopiero zaczynają swoją przygodę z tańcem?
N.O: Tak! Nie zniechęcajcie się porażkami, bo one budują charakter. Każda godzina na sali to krok w stronę poznania siebie i radości, którą da się poczuć wtedy, gdy ciało już nie ma siły. Nieważne czy tańczycie raz w tygodniu, czy pięć. To czas dla was i dla waszej pasji.
I pamiętajcie: To wiara w siebie jest najważniejsza a nie samouwielbienie!
Życzę Wam wielu sukcesów i zapraszam na zajęcia do Dance Avenue!

Wpisz swój adres e-mail jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje.