Wspomnienia z obozu młodzieżowego '09

16wrzesień
2009
Dance Avenue Kategoria: Obozy zobacz inne wpisy autora

Rok szkolny rozpoczął się już na dobre i większość z nas wróciła do szkoły i pracy. Niestety po długich wakacjach zostały już tylko wspomnienia, ale za to jakie! Tradycyjnie już Dance Avenue zorganizowała obozy taneczne, które w tym roku odbywały się w Jastrzębiej Górze w hotelu Drejk...

Rok szkolny rozpoczął się już na dobre i większość z nas wróciła do szkoły i pracy. Niestety po długich wakacjach zostały już tylko wspomnienia, ale za to jakie! Tradycyjnie już Dance Avenue zorganizowała obozy taneczne, które w tym roku odbywały się w Jastrzębiej Górze w hotelu Drejk...

Młodzież uczestnicząca w tegorocznych obozach – młodzieżowym i formacyjnym - podzieliła się z nami swoimi wrażeniami i spostrzeżeniami. Otrzymaliśmy bardzo wiele opinii o organizacji obozu, o zajęciach, instruktorach, jedzeniu i warunkach. Nic nie umknęło naszym obozowiczom i choć niektórzy wytykali różne drobne błędy i niedociągnięcia to wszystkie opinie łączyło jedno: wszyscy zgodnie twierdzili, że taki obóz powinien trwać przynajmniej dwa tygodnie… Myślę, że to dla nas najlepszy dowód na to, że obozy możemy uznać za udane.
Dwie uczestniczki tegorocznych obozów postanowiły opowiedzieć nam jak było w Jastrzębiej Górze. Zachęcamy do przeczytania ich relacji oraz do opisania swoich wrażeń…

 

Moje wspomnienia z obozu tanecznego w Jastrzębiej Górze 2009. (Sara)

 

 

 Spotkaliśmy się w sobotę 22 sierpnia o 11.30 na parkingu pod Realem. Wszyscy uzbrojeni w wielkie torby, zgrzewki wody i z uśmiechem na ustach. Powitaniom nie było końca, ponieważ większość widziała się ostatni raz na zakończeniu semestru. W oczekiwaniu na autokar włączyliśmy muzykę i zaczęliśmy się rozgrzewać przed wieczornym treningiem. Ludzie, którzy nas mijali mieli wesołe miny na twarzach widząc szczęśliwą, roztańczoną młodzież na parkingu. W drodze do Jastrzębiej Góry wszyscy wymienialiśmy się wspomnieniami z wakacji i dobieraliśmy się do pokoi. Oczywiście największe powodzenie miały pokoje czteroosobowe, których było najmniej, dlatego pół drogi dało się słyszeć przekrzykiwanie w stylu: "Agata! My byłyśmy pierwsze!", "Agata, my tak bardzo Cię lubimy", "Agata, co powiesz na dobrą czekoladę z rodzynkami?". Agata była zmęczona po poprzednim obozie, więc nie robiło na niej wrażenia żadne przekupstwo... Na miejscu okazało się, że jeden pokój czteroosobowy jest zalany, a drugi dostaną chłopcy. Ta informacja popsuła humor kilku osobom, ale wypad do sklepu wynagrodził im wszelkie problemy. Pomysł pójścia na zakupy już pierwszego dnia wziął się stąd, że nasze pokoje nie były jeszcze posprzątane, więc musieliśmy zrobić coś ze sobą przez 2 godziny. Na kolacji wszystkich ucieszyła wiadomość, że śniadanie jest na 9.00, ponieważ można było spać aż do 8.58! 2 minuty w zupełności wystarczają, aby ubrać dres na piżamę, umyć zęby i związać włosy... Wieczorem poszliśmy na pierwszy, bardzo lajtowy trening gdzie nauczyliśmy się kilku kroków bardzo przyjemniej choreografii. Podzieliliśmy się na 2 grupy wiekowe, 13-16 lat i od 17 w górę. Późny wieczór i część nocy (siedzielibyśmy dłużej, ale Agata i Marta chciały spać, a my im to uniemożliwialiśmy) spędziliśmy na wygłupach, rozmowach i integrowaniu się.

    Pierwszy dzień przeznaczyliśmy na wzmocnienie ciała przed ciężkim tygodniem. Równo o 16.00 zaczęliśmy biegać. Po godzinnej męczarni czekał nas jeszcze większy wysiłek pt. "siłówka". Godzina siłówki polegała na wykonywaniu ćwiczeń na każdą partię mięśni. Żeby było jeszcze przyjemniej każde zadanie wykonywaliśmy chyba ze sto razy. Ostatnia godzina była przeznaczona na rozciąganie.

    W nocy z niedzieli na poniedziałek przyjechała Pani Monika Grzelak wraz z gościem specjalnym. Był nim oczywiście Jose De La Cruz, który przyjechał do nas z USA. Wszyscy z niecierpliwością czekali na zajęcia z nim. O 10.00 zaczynaliśmy 1,5 godziny zajęć z Jose. Następnie przychodziła Marta lub Agata na kolejne 1,5 godziny. Od 16.00 do 19.00 mieliśmy taki sam rozkład zajęć. Jose używał prostego słownictwa, więc nie było większych problemów ze zrozumieniem poleceń. Nauczył nas choreografii z lyrical hip hopu, jazzu i stylu, którego nie potrafiliśmy nazwać. Być może był to Jose Style ;). Układy jazzowe były naprawdę rewelacyjne!

    Marta i Agata popisały się naprawdę MEGA choreografiami! Kroki idealnie pasowały do muzyki, a sam sposób prowadzenia zajęć był wręcz nie do opisania. Kiedy widziały, że jesteśmy już wykończeni robiły nam rozciąganie, żebyśmy nie musieli rano używać maści typu ketonal czy fastum. W rezultacie zakwasy dręczyły nas tylko w poniedziałek. Dziewczyny były zawsze radosne i pogodne, nawet jak miały zły humor to tego nie okazywały. Współpraca z nimi to naprawdę przygoda życia!

    Na początku obozu dowiedzieliśmy się, że mamy przygotować pokazy. Podzieliliśmy się na 3-6 osobowe grupki i wzięliśmy się do pracy. Układ miał trwać ok. 1,5 - 2 minut i zawierać scenkę aktorską, ciekawe przejścia i oczywiście taniec. Wszyscy zobaczyli jak trudna jest praca w grupie, ponieważ każdy miał inny pomysł, inne zdanie o konkretnym ruchu, często wybuchały kłótnie, jednak potrafiliśmy dojść do zgody i stworzyć naprawdę fajne przedstawienia. Ludzie z DA są bardzo kreatywni. Przedstawili tańczącą pozytywkę, złodziei, szalejące divy, Anglików/Francuzów z XIX wieku i wiele innych ciekawych postaci. Przygotowywanie się do tego krótkiego występu pochłaniało każdą wolną chwilę, zdarzało się nawet, że ludzie tańczyli do 1 w nocy.

    W czwartek dla rozluźnienia mięśni poszliśmy na basen. Po sześciogodzinnych treningach przez 5 dni basen był rajem dla każdego tancerza. Ostatniego wieczoru poszliśmy na pożegnalne ognisko a zaraz po nim rozpoczęliśmy pakowanie walizek. Droga powrotna minęła bardzo szybko. Cieszyła nas myśl, że zobaczymy się za tydzień w studiu na zajęciach w nowych grupach (część awansowała do wyższych formacji).

    Podsumowując, obóz był idealnym pomysłem na spędzenie ostatniego tygodnia wakacji! Świetni ludzie, kochana kadra, niezapomniana atmosfera, rewelacyjne choreografie. Mam nadzieję, że efekty ciężkiej pracy będą widoczne na salach treningowych. Zadowala mnie też fakt poprawy sylwetki (3 kg mniej w tydzień to miła niespodzianka). I chociaż spodziewałam się troszkę większego „wycisku” - teraz myślę, że instruktorki chciały zostawić w nas trochę siły na zbliżający się sezon.    

 


 

Moje wspomnienia z obozu tanecznego w Jastrzębiej Górze 2009. (Mirela)

 

Ten obóz był po prostu niezapomniany!
I każdy kto na nim był, zgodzi się ze mną w 100%! Z początku, gdy czekaliśmy na autokary, wszyscy tylko spoglądali na siebie wzajemnie...

A osoby które się znały rozmawiały między sobą i mówiły jak bardzo są podekscytowane tym wyjazdem. Gdy dojechaliśmy na miejsca i pokoje już zostały przydzielone wszyscy się rozeszli, moje współlokatorki gdzieś zniknęły a ja zostałam bez klucza do pokoju.  Nabiegałam się, żeby dostać się do pokoju a gdy wreszcie mi się udało - usiadłam na swoim łóżku i w tym momencie do pomieszczenia wkroczyły moje zaginione współlokatorki! Jakby miały GPS' a i wiedziały że klucz się znalazł, a ja właśnie dostałam się do pokoju.

Po jakiejś godzinie, zostaliśmy zwołani do sali "dyskotekowej", gdzie Pani Monika przeczytała nam regulamin.

Pierwszego dnia byliśmy pełni entuzjazmu. Ubrałam się tak, jak na każdy trening: t- shirt, luźne spodnie, włosy związane, ale zauważyłam, że Agata założyła duże, okrągłe kolczyki, więc ja też takie założyłam.
Po pierwszych zajęciach, wszystko poszło pomyślnie, ale na drugich... och!!! Były to zajęcia z Piotrem. Już gdy wszedł poczułyśmy respekt! Podczas rozgrzewki zahaczyłam się kolczykiem o bluzkę, co nie umknęło jego uwadze. W tym samym momencie dostałyśmy pouczenie, jak mamy się ubierać na lekcje Jazzu:
"Włosy mają byś związane! (najlepiej w koczek), nie zakładamy dużych kolczyków (gdyż może to się zakończyć tak, jak u waszej koleżanki), nie nosimy luźnych bluzek typu t- shirt, ani spodni gdyż, przy akrobacjach bluzka zjeżdża nam na głowę, a my do końca życia mamy płaską twarz... A co do obuwia... nosimy moje drogie baletki, bądź zsuwamy skarpetki do połowy stóp."
Wszystkie dziewczyny wzięły to do siebie i nazajutrz większość przyszła ubrana zgodnie z instrukcją.  Piotr dużo czasu poświęcał na rozciąganie, co bardzo mi odpowiadało. Zdarzało się, że  moje nogi były na głowie lub wisiałam w powietrzu z nogą do góry, a taki widok  bardzo szokował dziewczyny. Nie obyło się to bez komentarzy typu: "Ty nie masz kręgosłupa, czy co?!" "Co on z tobą wyprawiał?!" "Jak to zrobiłaś?!" To były moje ulubione zajęcia. Czuję że z nich wyniosłam najwięcej! Były po prostu magiczne! Pomimo ciężkich i bolesnych rozciągnięć…
Inne narzekały że to niepoprawne zmuszać nas do tak ciężkiej pracy... Ale na końcu to doceniły!

U Anieli było dużo śmiechu, i wszyscy byli rozluźnieni...
Z Agatą i Martą ciężko pracowaliśmy nad skomplikowanymi choreografiami.   
Practis'y były zajęciami, na których każdy mógł poprosić instruktora o pomoc, ewentualnie ćwiczyliśmy układy, które sami musieliśmy przygotować na koniec obozu. Pewnego dnia zamiast porannego treningu, wszyscy poszli biegać brzegiem morza. Niektórym ten pomysł się nie spodobał... Choć moim zdaniem było watro.

Na obozie przydarzały nam się rzeczy przyjemne ale i przerażające, np. trzeciego dnia, a raczej nocy, moja współlokatorka - Kinga sięgała po frotkę z parapetu, gdy nagle ktoś złapał ją za rękę! Ja stałam w tym momencie za nią i myślałam że umrę! Rozległ się jej krzyk, a po niedługiej chwili mój! Okazało się że nasz kolega, chciał zrobić głupi żart! Udało mu się! Niestety tylko on się z tego śmiał…


Ostatni dzień, był najlepszy! Po pokazaniu naszych nabytych przez tydzień umiejętnościach, graliśmy w siatkówkę.  Widać było że jesteśmy tylko tancerzami! Aniela się dobrze bawiła, bo w tej grze wglądała jak zawodowiec. Pan Przemek robił zdjęcia, a inni siedzieli nad basenem i rozmawiali. Wieczorem było ognisko wokół którego tańczyliśmy taniec Afrykański, jedliśmy kiełbaski i ubolewaliśmy nad zakończeniem tego tygodnia! Postanowiliśmy z sześcioosobową ekipą iść na spacer do sklepu, co przerodziło się w spacer po plaży a zakończyło przyłapaniem przez Anielę. Wymówki nie były dość przekonywujące... Dowiedzieliśmy się też, że ostatniego wieczoru nie obowiązuje nas cisza nocna, więc długo się nie zastanawiając poszliśmy nad basen na zewnątrz i rozmawialiśmy do późna. Nasza Aniela - szalone i nieprzewidywalne "szybkie stópki" - wykorzystała ten moment i zakradła się do pokoju chłopków zabierając każdemu po lewym bucie… Było z tego powodu dużo dobrej zabawy.

Ostatnie śniadanie przebiegało w bardzo miłej i wesołej atmosferze, ale czuło się taki ukryty żal, że to już koniec. Myślę, że taki obóz powinien trwać przynajmniej dwa tygodnie…

ZAPRASZAMY DO GALERII ZDJĘĆ

 

 

 

 

Newsletter

Wpisz swój adres e-mail jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje.